Polska przedstawiła harmonogram uwolnienia ropy z rezerw, ale na razie tego nie planuje - Motyka
W związku z decyzją MAE ws. uwolnienia 400 mln baryłek ropy z rezerw strategicznych, Polska przedstawiła harmonogram uwolnienia, ale w najbliższym czasie tego nie planuje - poinformował w Sejmie minister energii Miłosz Motyka. Dodał, że podejmowane są już pierwsze decyzje ws. zamiany dostaw gazu LNG z Kataru.
"Jeżeli chodzi o działania na rynku ropy (...), w sytuacji pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, Międzynarodowa Agencja Energii podjęła decyzję o uwolnieniu zapasów w liczbie niespełna 200 mln baryłek, teraz jest to poziom dwukrotnie wyższy. To wskazuje na bezprecedensową skalę spadku podaży surowca, szczególnie trudna sytuacja ma miejsce na rynkach azjatyckich, stąd też poszczególne państwa już dzisiaj podejmują decyzje o tym, żeby uruchomić zapasy interwencyjne. Jako Polska przedstawiliśmy harmonogram tego uwolnienia, ale w najbliższym czasie tego nie planujemy" - powiedział w Sejmie minister Miłosz Motyka.
Uzasadnił, że Polska w najbliższym czasie nie planuje uruchomić zapasów interwencyjnych, głównie dlatego, że w Polsce sytuacja, jeżeli chodzi o dostawy, powierzchnię magazynową zarówno w przypadku ropy, jak i paliw naftowych jest w pełni zabezpieczona.
"I ten poziom, jaki mamy dzisiaj w magazynach ropy jest wyższy niż tuż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie, co znaczy, że podaż surowca na nasz rynek - dzięki odpowiedniemu harmonogramowi dostaw - była szybsza niż wzrost popytu (...). Nie widzimy żadnych zagrożeń, żadnych dzisiaj możliwych zakłóceń dostaw tego surowa do Polski, ale na bieżąco będziemy to analizowali i ewentualne ryzyka jesteśmy w stanie zmitygować bardzo szybko" - dodał.
Zaznaczył, że Polska nie importuje ropy z cieśniny Ormuz, choć importuje ją z Bliskiego Wschodu przez ropociąg biegnący przez Półwysep Arabski, później przez Morze Czerwone i Śródziemne. Natomiast Polska importuje przez cieśninę Ormuz gaz LNG z Kataru i tutaj - jak powiedział Motyka - podejmowane są już pierwsze decyzje, żeby te dostawy zamienić.
"Import gazu z kierunku katarskiego dzisiaj odpowiada za niespełna 10 proc. ogólnego zapotrzebowania na gaz w Polsce. To jest poziom, który jesteśmy w stanie dość szybko w sytuacji, gdyby cieśnina Ormuz była blokowana przez kolejne tygodnie i miesiące, zastąpić z innego kierunku i to już się dzieje" - podkreślił szef ME.
"Pierwsze dostawy, które były planowane na kolejne miesiące są już zastępowane. To jest wolumen, który jesteśmy w stanie po odpowiednich cenach dość szybko zastąpić - zdecydowaną większość, jeżeli chodzi o dostawy do terminalu LNG, to są dostawy ze Stanów Zjednoczonych, a jeżeli chodzi o ogólne zapotrzebowanie, to jest to oczywiście gazociąg Baltic Pipe, dostawy z Szelfu Norweskiego oraz wydobycie krajowe" - wymienił.
Dodał, że podejmowane są też decyzje o kolejnych krokach, tj. kontynuacja projektu budowy pływającego terminalu LNG w Zatoce Gdańskiej (FSRU), który zwiększy zdolności importowe w okresie kryzysu i będą prowadzone badania rynku pod kątem sprawdzenia potencjału na drugą jednostkę w tym terminalu. (PAP Biznes)
jz/ ana/