Trwają prace nad definicją local contentu, przedsiębiorcy zgłaszają swoje propozycje
Od jesieni, gdy rząd rozpoczął prace nad włączeniem lokalnych firm w kluczowe inwestycje, trwa dyskusja nad definicją tzw. local contentu. Przedstawiciele powołanego w Ministerstwie Aktywów Państwowych zespołu nie ukrywają, że temat wywołuje spory, a wiele branż przesyła swoje propozycje tej definicji.
Jesienią 2025 roku rozpoczął prace zespół ds. Udziału Komponentu Krajowego w Kluczowych Procesach Inwestycyjnych. Celem zespołu jest wypracowanie definicji, stworzenie spójnego katalogu zasad rozumienia local content oraz jego osadzenia w porządku prawnym.
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, który przewodniczył pierwszemu posiedzeniu zespołu, mówił wtedy, że Polska powinna być bardzo mocno zorientowana na wspieranie własnego biznesu, własnych producentów i dostawców usług. Zapowiadał, że w prace nad koncepcją local content zostaną zaangażowani przedstawiciele innych resortów, środowisk gospodarczych i organizacji pracodawców.
Zespół do tej pory zidentyfikował sektory gospodarki, w których są i będą realizowane kluczowe projekty infrastrukturalne, gdzie zasadne jest zaangażowanie jak najszerzej komponentu krajowego.
Te sektory to: zbrojeniowy, energetyczny (sam projekt energetyki jądrowej pochłonie z budżetu państwa ponad 60 mld zł), transportowy, który wspiera realizację szeregu projektów drogowych (niemal 300 mld zł), kolejowych (ponad 52 mld zł) i Centralnego Portu Komunikacyjnego do 2032 roku (31 mld zł) oraz sektor technologiczno-cyfrowy, który realizuje szereg projektów na czele z projektowaną strategią cyfryzacji kraju, która ma pochłonąć nawet 100 mld zł.
"W ramach zespołu pracujemy nad finalną definicją komponetu krajowego. Jest to zagadnienie złożone i budzące wiele sporów, otrzymujemy stanowiska wielu instytucji. Na bazie dotychczasowych prac sama definicja będzie się koncentrować na tym, żeby przyczyniać się do rozwoju krajowych łańcuchów dostaw i rozwoju gospodarczego kraju" - powiedział Wojciech Pawłuszko, dyrektor Deparatmentu Prawnego MAP, podczas posiedzenia sejmowej podkomisji ds. innowacyjności i konkurencyjności gospodarki.
MAP chce, żeby jak największa część łańcuchów dostaw była tworzona w Polsce, a także, by komponenty i surowce wykorzystywane na potrzeby poszczególnych projektów, w największym zakresie mogły pochodzić z Polski. Chciałby też, żeby jak najwięcej środków trafiało do krajowych przedsiębiorstw.
Jak wskazuje dyrektor departamentu prawnego MAP, takie podejście jest popularne w niektórych krajach rozwiniętych, które mają dużo konkurencyjnych firm, które są w stanie zdobywać kontrakty.
"W innych krajach, które nie mają tak rozwiniętej bazy przemysłowej, patrzy się na komponent krajowy pod kątem pozytywnego wpływu na gospodarkę. Chodzi o podatki płacone w Polsce, dodatkowe miejsca pracy, infrastrukturę tworzoną na terenie kraju, rozwiązania technologiczne tranferowane do Polski" - powiedział Wojciech Pawłuszko.
Swoją definicję local contentu na potrzeby dyskusji zarówno o inwestycjach lokalnych, jak i dużych instrastrukturalnych i energetycznych projektach przygotował Polski Związek Pracodawców Budownictwa.
Związek określił, że podmiotem krajowym jest przedsiębiorca, którzy spełnia łącznie pięć wymogów: posiada siedzibę na terytorium Polski; nie znajduje się pod wpływem lub kontrolą podmiotów mających siedzibę poza UE, Europejskim Obszarem Gospodarczym, państwami-stronami GPA WTO lub umów z UE o wzajemnym dostępie do zamówień publicznych; przez okres co najmniej 4 lat obrotowych nieprzerwanie prowadzi na terenie Polski działalność handlową, produkcyjną, usługową lub badawczo-rozwojową, z której zasadnicza część, tj. nie mniej niż 50 proc. przychodów lub zatrudnienia jest realizowana w Polsce; posiada własne zaplecze operacyjne i zasoby w Polsce oraz zatrudnia pracowników w zakresie wystarczającym dla celów spełnienia kryterium zasadniczej części działalności, a takżę odprowadza podatki dochodowe i spełnia inne zobowiązania publicznoprawne w Polsce terminowo i zgodnie z przepisami.
"Nie chcielibyśmy na rynku zamówień firm wydmuszek, więc zgodziliśmy się, że musi to być firma, która przynajmniej przez cztery lata prowadzi działalność w Polsce i ma przynajmniej 50 proc. przychodów z naszego kraju. Jeżeli jest to krócej niż cztery lata, to ocenie będzie podlegać spełnienie tego warunku na poziomie spółki-matki" - powiedział PAP Biznes wiceprezes firmy budowlanej Strabag Wojciech Trojanowski, który jest jednym z członków Rady Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
"Wszyscy członkowie Rady PZPB zgodzili się, że tych pięć warunków to minimum, które firmy powinny spełniać, jeżeli mówimy o podmiotach krajowych. Pozwoli to, żeby z jednej strony wyeliminować podmioty, które są chociażby dotowane na swoich macierzyńskich rynkach, typu Turcja czy Chiny, a z drugiej - jest też kwestia bezpieczeństwa. Większość infrastruktury jest w tej chwili podwójnego przeznaczenia i ten temat też może nie być obojętny" - dodał.
Wojciech Trojanowski zwraca uwagę, że chociaż spółki Skarbu Państwa różnie podchodzą do definicji local contentu, to jednak od kilku miesięcy duzi zamawiający publiczni, w tym GDDKiA, PKP PLK, Centralny Port Komununikacyjny eliminują z przetargów firmy z państw trzecich.
Katarzyna Dubno, dyrektor relacji zewnętrznych, ekonomiki zdrowia i ESG w polskiej firmie rodzinnej Adamed Pharma, zwraca uwagę, że globalne łańcuchy dostaw, o których jeszcze niedawno mówiono jako o optymalnym modelu, dziś ustępują podejściu opartemu na wzmacnianiu lokalnej produkcji.
Zdaniem Dubno firmy, które lokują produkcję leków w Polsce, powinny korzystać z określonych preferencji, m.in. w procesach refundacyjnych.
Agencja Rozwoju Przemysłu została wybrana do pełnienia funkcji koordynatora prac zespołu ds. Komponentu Krajowego. Ilona Deręgowska, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu, poinformowała, że w ramach zespołu przealizowano cztery jurysdykcje w zakresie stosowania local contentu w sposób pośredni i bezpośredni: niemiecką, francuską, hiszpańską i brytyjską.
"Konkluzje są takie, że wszystkie te jursydykcje nie posiadają wprost definicji local content, ale w inteligentny pośredni sposób ten local content wdrażają poprzez wykorzystanie np. zapisów w przetargach" - powiedziała Ilona Deręgowska na posiedzeniu sejmowej podkomisji ds. innowacyjności i konkurencyjności gospodarki.
"Stosowanie local contentu jest odbierane przez Unię Europejską jako ograniczenie konkurencyjności. Wszyscy mamy na uwadze, żeby zadanie, które stoi przed nami dla Polski, nie stało w opozycji do tych wytycznych" - dodała.
Jako przykład Ilona Deręgowska podaje Niemcy, gdzie w postępowaniach przetargowych kryterium cenowe nie jest najważniejsze.
"Stosuje się tam inne kryteria, niekoniecznie ekonomiczne, np. związane z cyberbezpieczeństwem czy skracaniem łańcuchów dostaw, stosowanie niższych kosztów logistycznych czy niższy ślad węglowy" - powiedziała.
W ocenie prawników kancelarii Eversheds Sutherland, jedną z kluczowych kwestii w zamówieniach publicznych jest definicja tego, co liczy się jako „krajowy zasób”.
"Czy chodzi tylko o firmy z polskim kapitałem, czy także o zakłady produkcyjne działające w Polsce — nawet jeśli należą do podmiotów zagranicznych. W praktycznych debatach wskazuje się, że granice mogą być płynne, co może rodzić trudności interpretacyjne" - napisali w swoim komentarzu Kinga Kapczyńska i Jakub Domagała z kancelarii Eversheds Sutherland.
"Innym wyzwaniem jest pogodzenie idei preferowania krajowych zasobów z obowiązującym porządkiem prawnym — zwłaszcza z zasadami równego traktowania, niedyskryminacji i swobody przepływu towarów i usług w ramach Unii Europejskiej. Wymagać to będzie bardzo precyzyjnego ustawowego uregulowania oraz przemyślanej metodyki" - dodali.
Zdaniem prawników Eversheds Sutherland, rynek zamówień publicznych w Polsce ciągle rośnie i stanowi ważną część gospodarki, a ewentualne preferencje wynikające z wymogów idei local content mogłyby w praktyce wpływać na zwiększenie stabilności oraz przewidywalności przychodów podmiotów działających w Polsce.
Zwracają oni uwagę, że budowa krajowego łańcucha wartości i zwiększenie suwerenności gospodarczej — zwłaszcza w sektorach strategicznych takich jak energetyka (w tym jądrowa), offshore, sektor obronny - mogą być postrzegane jako narzędzie zwiększające odporność gospodarczą państwa. (PAP Biznes)
pr/