Citi rewiduje lekko w dół prognozę dynamiki PKB Polski w '26; wpływ wojny na wzrost ograniczony (opinia)
Ekonomiści Citi zrewidowali swoją prognozę dynamiki PKB Polski w 2026 r. do 3,9 proc. z 4,0 proc. - wynika z najnowszego raportu banku. Citi ocenia, że pomimo obecnych zawirowań, fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne, a wpływ konfliktu na wzrost gospodarczy może być ograniczony.
"Nowy szok energetyczny, wywołany wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził do gwałtownych wzrostów cen surowców i niesie ze sobą ryzyko jego rozprzestrzenienia się na inne sektory gospodarki. Pomimo obecnych zawirowań, fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne, a wpływ konfliktu na wzrost gospodarczy oceniamy jako ograniczony, dokonując rewizji wzrostu gospodarczego w 2026 r. z 4,0 proc. do 3,9 proc. rdr" - napisano w raporcie.
"Niewielka skala rewizji jest związana również z faktem, że naszą dotychczasową prognozę i tak uznawaliśmy za relatywnie ostrożną i do niedawna ryzyko widzieliśmy po stronie jeszcze silniejszego wzrostu" - dodano.
Ekonomiści oceniają, że pomimo dynamicznych zmian na rynku ropy, ceny na razie utrzymują się na poziomie znacznie niższym niż w okresie poprzedniego szoku energetycznego (2021-2022).
"Główna obawa dotyczy jednak dwóch czynników. Po pierwsze, szok cenowy może ujawniać się z opóźnieniem i w sposób nieliniowy, w miarę jak dotychczasowe zasoby/transporty surowców będą stopniowo się kurczyć, przy jednocześnie zmniejszonym eksporcie przez cieśninę Ormuz" - napisano w raporcie.
"Po drugie, wraz z możliwym nasileniem się działań wojennych w regionie z czasem zniszczeniu może ulegać infrastruktura energetyczna, co spowodowałoby bardziej trwały spadek podaży ropy i gazu niż wynikałoby tylko z czasowego zablokowania cieśniny Ormuz. Biorąc pod uwagę nieelastyczność popytu na ropę i gaz (tzn. fakt, że trudno w krótkim czasie ograniczyć ich zużycie) ryzyko dalszych silnych wzrostów cen na rynkach światowych jest trudne do zignorowania" - dodano.
Autorzy raportu zaznaczają, że choć uwaga koncentruje się głównie na ropie oraz gazie, rzeczywisty szok przenosi się na inne sektory gospodarki.
"Utrzymywanie obecnej sytuacji może prowadzić m.in. do znacznego wzrostu cen stali, plastiku, nawozów sztucznych. Ten ostatni efekt z czasem odbije się również na wzroście cen żywności" - napisano.
"W sumie więc obecny szok energetyczny może okazać się ostatecznie poważniejszy w skutkach dla globalnej gospodarki niż sugerowałyby obecne poziomy cen ropy i gazu" - dodano.
Ekonomiści wskazują, że wspomnienia ostatniego szoku energetycznego z 2022 roku są wciąż świeże i w naturalny sposób napędzają obawy o możliwość powtórzenia podobnego scenariusza w 2026 r. Zaznaczają jednak, że wpływ szoku na krajową gospodarkę będzie uzależniony od wielu czynników, z których część prezentuje się zdecydowanie korzystniej niż cztery lata temu.
"Po pierwsze dostawy energii do Polski wydają się lepiej zdywersyfikowane. Gospodarka nie zależy już od jednego źródła dostaw i to powinno ograniczać wpływ obecnych zawirowań na gospodarkę. Z drugiej strony trudno ignorować fakt, że Arabia Saudyjska była dotychczas bardzo ważnym źródłem dostaw ropy. Konsekwencje ewentualnego ograniczenia podaży z tego kierunku będą się dopiero ujawniać" - napisano.
"Po drugie, o ile cztery lata temu szok energetyczny popchnął inflację w pobliże 20 proc., tym razem ryzyko szerokiego rozlewania się podwyżek cen wydaje się mniejsze. O ile wówczas wzrost płac utrzymywał się na początku szoku w pobliżu 10 proc., obecnie jest on znacznie niższy - 6 proc. i hamuje. Równocześnie dynamika wzrostu gospodarczego jest niższa (3,6 proc. w 2025 roku vs. 6,9 proc. w 2021 roku). W sumie te czynniki ograniczają możliwość przenoszenia cen energii na inne ceny usług" - dodano.
Ponadto, jak wskazują ekonomiści, dotychczasowa reakcja kursu złotego jest bardzo umiarkowana.
"Brak silniejszej deprecjacji oznacza, że na razie gospodarka nie odczuwa boleśnie szoku naftowego. Dzięki temu koszt importu surowców nie jest tak duży dla polskich firm" - napisano w raporcie Citi. (PAP Biznes)
pat/ ana/