Rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie kluczowym zagrożeniem dla scenariusza inflacyjnego – Pocztowy (wywiad)
Rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie pozostaje kluczowym zagrożeniem dla scenariusza inflacyjnego; kolejna obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej jest pod dużym znakiem zapytania, choć nie można jej całkiem wykluczyć - ocenia główna ekonomistka Banku Pocztowego, Monika Kurtek.
"W tym roku spodziewałam się dwóch obniżek stóp proc. i choć marcowe cięcie się zmaterializowało, to kolejna obniżka jest pod dużym znakiem zapytania. Niemniej, wciąż jeszcze bym jej nie wykluczała. Uważam, że jeżeli sytuacja na Bliskim Wschodzie uspokoi się za kilka tygodni (nie więcej niż za trzy-cztery) i wszystko zacznie wracać do równowagi, to nadal jest szansa na kolejną obniżkę. W takim tonie wypowiadają się też członkowie RPP" - powiedziała PAP Biznes Kurtek.
"Nikt nie wie, jak sytuacja na Bliskim Wschodzie dalej się potoczy i jest to zagrożenie dla scenariusza inflacyjnego, zarówno tego kreślonego dotychczas przez analityków i rynki, jak i zarysowanego w najnowszej projekcji NBP. Jeżeli będziemy wracali do normalności, to może to trochę potrwać, dlatego kolejna obniżka stóp procentowych może nastąpić najwcześniej w końcu I poł. br., albo dopiero przy okazji publikacji kolejnej projekcji inflacyjnej NBP, czyli w lipcu. Na kwiecień nie ma już żadnych szans" - dodała.
W ubiegłym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła wszystkie stopy procentowe NBP o 25 pb., w tym referencyjną do 3,75 proc.
W ocenie ekonomistki, w obecnej sytuacji nie ma przestrzeni na zejście referencyjnej stopy procentowej poniżej 3,50 proc.
"W zasadzie natychmiast po wybuchu konfliktu zobaczyliśmy dość agresywne wzrosty cen ropy naftowej i tym samym cen paliw na stacjach. Patrząc na to, jak ten konflikt się rozwija, można zakładać, że raczej nie zakończy się on w najbliższym tygodniu czy dwóch i ceny paliw pozostaną na podwyższonych poziomach lub nawet będą dalej rosły, a powrót do równowagi zajmie trochę czasu" - wskazała ekonomistka.
"To bez wątpienia znajdzie odzwierciedlenie w bieżących wskaźnikach inflacji i podbije ścieżkę CPI. Stąd nawet, jeśli sytuacja się uspokoi, to wskaźnik CPI będzie obniżał się z wyższych niż wcześniej zakładaliśmy poziomów" - dodała.
Główna ekonomistka Banku Pocztowego wskazuje, że zejście ze stopami poniżej 3,50 proc. byłoby możliwe, jeśli inflacja kształtowałaby się poniżej prognoz z projekcji NBP, a to obecnie mało prawdopodobny scenariusz.
"Przy relatywnie szybkim uspokojeniu sytuacji na Bliskim Wschodzie (za nie więcej niż trzy-cztery tygodnie) jest jeszcze szansa, że średniorocznie CPI znajdzie się w okolicy 2,3 proc. rdr, zgodnie z najnowszą projekcją NBP, ale raczej nie ma szans na niższe poziomy" - powiedziała.
"W mojej ocenie, zejście ze stopami poniżej 3,50 proc. byłoby możliwe, jeśli inflacja kształtowałaby się poniżej prognoz z projekcji. Na ten moment trudno oczekiwać takiego scenariusza" - dodała.
W rozmowie z PAP Biznes Kurtek podkreśliła, że kluczową niewiadomą pozostaje długość trwania konfliktu.
"Wydaje się jednak, że presja na prezydenta Trumpa na jego zakończenie będzie rosła, patrząc chociażby przez pryzmat wyborów 'połówkowych' w USA. Republikanom będzie zależało, żeby wojna zakończyła się jak najszybciej i żeby udało się ogłosić zwycięstwo. Ceny benzyny w Stanach Zjednoczonych mocno wzrosły, koszty dla społeczeństwa zaczynają być odczuwalne i presja na amerykański rząd z tej strony będzie również rosła. No i wreszcie cała Zatoka Perska, doświadczająca wojny w Iranie bardziej niż się tego spodziewała, także coraz większą presję na D. Trumpa będzie wywierać" - powiedziała ekonomistka.
"Moja prognoza średniorocznej inflacji na ten rok zakładała 2,2 proc., Narodowy Bank Polski w marcowej projekcji wskazuje 2,3 proc. Na ten moment prognozy te jeszcze wydają się realne, ale jeżeli konflikt będzie się przedłużał, ceny ropy będą dalej rosły i zacznie się to rozlewać po całej gospodarce, trzeba będzie je rewidować w górę" - dodała.
Ekonomista zaznacza ponadto, że ścieżka inflacji będzie też zależała od efektów statystycznych.
"W piątek GUS opublikuje styczniowy i lutowy wskaźnik CPI obliczony w oparciu o nowe wagi w koszyku inflacyjnym, a ponadto od tego roku mamy też zmienioną metodologię liczenia inflacji (wskaźnik CPI jest liczony zgodnie z międzynarodową klasyfikacją COICOP 2018)" - powiedziała PAP Biznes Kurtek.
"Wstępne dane za styczeń wskazują na CPI na poziomie 2,2 proc., ale trzeba pamiętać, że w poprzednich latach dane te zwykle były rewidowane w dół. Jeśli w tym roku będzie podobnie, to punkt startowy dla całego roku obniży się. Niemniej, konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ścieżkę inflacji, pytanie tylko z jakiego poziomu zaczniemy. Raczej jednak nie zobaczymy średniorocznej inflacji w tym roku poziomie 2,0 proc." - dodała.
SUROWA ZIMA I WOJNA OSŁABIAJĄ OPTYMIZM DOT. WZROSTU PKB
Główna ekonomistka Banku Pocztowego wskazuje, że wojna na Bliskim Wschodzi i surowa zima osłabiają optymizm dotyczący wzrostu gospodarczego w tym roku.
"Moja prognoza zakładała, że wzrost gospodarczy Polski w tym roku znajdzie się na poziomie 4,1 proc., byłam tu nieco bardziej optymistyczna niż konsensus rynkowy, przy czym szacunek ten nie odbiega mocno od prognozy z marcowej projekcji NBP. Niemniej, od początku roku mamy kilka czynników, które ten optymizm nieco zmniejszają" - powiedziała PAP Biznes Kurtek.
"Surowa zima na początku roku przełożyła się na wyniki gospodarki w styczniu i zapewne znajdzie też odzwierciedlenie w danych za luty. Stąd zakładam, że wzrost PKB w całym pierwszym kwartale spowolni do ok. 3,8 proc. rdr. Można oczywiście zakładać, że w kolejnych kwartałach gospodarka nadrobi zaległości z początku roku, ale sytuacja na Bliskim Wschodzie znowu komplikuje ten obraz – wyższa inflacja może przełożyć się na wzrost kosztów firm, a zwiększona niepewność przyhamować inwestycje, szczególnie prywatne" - dodała.
W ocenie ekonomistki, również po stronie konsumentów może pojawić się zwiększona ostrożność zakupowa i większa skłonność do oszczędzania, co odbije się na głównym motorze wzrostu – konsumpcji.
Kurtek zaznacza, że choć sam wybuch wojny był oczekiwany przez obserwatorów rynku, to jej przebieg i zakończenie obarczone są dużą niepewnością.
"Część obserwatorów rynku ocenia, że znowu przypłynął do nas 'czarny łabędź', choć ja bym nie nazwała go czarnym. Przygotowania do wojny z Iranem trwały od kilku tygodni, administracja USA sygnalizowała potencjalne działania, narastało napięcie na linii USA-Iran. W lutym było praktyczne pewne, że ten konflikt wybuchnie" - powiedziała PAP Biznes ekonomistka.
"Pytaniem pozostawało jednak to jaki będzie miał przebieg – czy będzie to jakaś szybka operacja, podobna do tego, co obserwowaliśmy w Wenezueli na początku br., czy raczej ten konflikt będzie szerszy i rozleje się na inne państwa regionu. Teraz widać, że niestety materializuje się ten drugi scenariusz. Stąd sam konflikt nie jest 'czarnym łabędziem', ale przebieg wojny i jej zakończenie rzeczywiście obarczone są dużą niepewnością" - dodała.
Zdaniem ekonomistki, jest jednak jeszcze za wcześnie na ocenę, że prognoza wzrostu PKB w okolicach 4,0 proc. jest całkowicie nieaktualna.
"Jeśli ten konflikt zakończy się relatywnie szybko i zaczniemy nadrabiać zaległości z pierwszego kwartału, to wydaje się, że 4-proc. wzrost jest nadal możliwy. Jeśli jednak wojna będzie się przedłużać, to szanse na taki wynik będą bardzo maleć" - zaznacza ekonomistka.
"W Polsce mamy w tym roku – to warto podkreślić - 'polisę ubezpieczeniową' w postaci kumulacji wydatkowania środków z KPO, a także rosnącej presji na wydatkowanie środków unijnych z perspektywy 2021-2027" - dodała.
Jak zaznacza Kurtek, mimo niekorzystanej sytuacji zewnętrznej tempo wzrostu gospodarczego w Polsce w tym roku ma szansę przyspieszyć.
"W ubiegłym roku PKB wzrósł o 3,6 proc., w tym mamy szansę znaleźć się w okolicach 3,8 proc., o ile oczywiście konflikt nie będzie się przedłużał z tygodni na miesiące. Niemniej, to wciąż będzie jeden z najszybszych – jeśli nie najszybszy – wzrost w UE" - powiedziała główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Patrycja Sikora (PAP Biznes)
pat/ ana/