Kilkunastoprocentowe zwroty na GPW są w zasięgu i mają uzasadnienie - Investors TFI (opinia)
Kilkunastoprocentowe stopy zwrotu z głównych indeksów GPW w 2026 r. pozostają w zasięgu i znajdują solidne uzasadnienie fundamentalne - uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI. Zwraca jednak uwagę, że inwestycje w polskie akcje obarczone są widocznymi już ryzykami.
"W 2026 roku pozytywne trendy, które kształtowały polską gospodarkę w ubiegłym roku, powinny się utrzymać, a nawet nasilić. Wzrost realnego PKB może przyspieszyć do niemal 4 proc., wspierany przez wciąż silną konsumpcję, wyraźne odbicie inwestycji oraz utrzymujący się na wysokim poziomie deficyt budżetowy" - powiedział podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami dyrektor Jarosław Niedzielewski.
"Choć inwestycje na GPW obarczone są widocznymi już czynnikami ryzyka, to można zakładać, że kilkunastoprocentowe stopy zwrotu z głównych indeksów pozostają w zasięgu i znajdują solidne uzasadnienie fundamentalne" - dodał.
Zdaniem dyrektora departamentu inwestycji Investors TFI, inflacji w pobliżu celu inflacyjnego, czyli przedziału 2-3 proc., powinny sprzyjać niski wzrost płacy minimalnej, brak silnej presji płacowej w przedsiębiorstwach, niskie ceny ropy oraz globalny proces "importu deflacji" z Chin.
"W takiej sytuacji Rada Polityki Pieniężnej, która istotnie obniżyła stopy proc. w 2025 roku, wciąż ma przestrzeń do dalszego łagodzenia polityki monetarnej" - powiedział.
Dodał, że niższe koszty pieniądza powinny wspierać zarówno konsumpcję - poprzez wzrost akcji kredytowej i mniejszą skłonność gospodarstw domowych do dalszego zwiększania oszczędności - jak i poprawę marż w przedsiębiorstwach.
"Pozostaje jeszcze problem relatywnej słabości krajowego przemysłu i eksportu, z którym polska gospodarka mierzy się od kilku lat. Nie przeszkodziło to jednak ani w solidnym wzroście gospodarczym, ani w ustanawianiu kolejnych rekordów przez rynek akcji" - powiedział Jarosław Niedzielewski.
Zdaniem dyrektora Investors TFI, sektor bankowy, kluczowy dla utrzymania hossy na warszawskiej giełdzie, nadal może wspierać wzrost indeksów w 2026 roku.
"Choć skala dotychczasowych zwyżek oraz większy udział państwa w rekordowych wynikach banków obniżyły ich atrakcyjność, to wysokie dywidendy i globalne zainteresowanie sektorem finansowym pozostają solidnym fundamentem dla kontynuacji trendu" - powiedział.
"Dopóki głównym motorem rynku pozostaje napływ kapitału z zagranicznych funduszy, a poprawa wyników mniejszych firm nie jest jeszcze powszechna i wyraźna, to spółki z indeksu WIG 20 oraz największe podmioty z mWIG 40 prawdopodobnie będą ciągnąć hossę, przynajmniej w pierwszej połowie roku" - dodał.
Jego zdaniem pod koniec roku inwestorzy zagraniczni mogą jednak zacząć dyskontować wzrost ryzyka politycznego w Polsce związanego z wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
"Pod koniec 2026 roku możliwe jest także uwzględnianie przyszłego zacieśnienia polityki fiskalnej, do którego może dojść po wyborach. Zyski banków i spółek Skarbu Państwa mogą zostać uznane za źródło zwiększenia dochodów budżetowych, czego zapowiedzią może być ostatnie podniesienie podatku CIT dla banków" - powiedział Jarosław Niedzielewski.
Jego zdaniem, w przypadku rynków wschodzących, czynniki które kształtowany trendy w 2025 roku, pozostają w grze i nadal powinny sprzyjać wzrostom indeksów giełdowych.
"Cykl obniżek stóp proc. - zarówno na rynkach wschodzących, jak i w USA - nie dobiegł jeszcze końca, a dolar może nadal poruszać się w trendzie bocznym lub lekko spadkowym, przy braku wyraźnych przesłanek do jego trwałego umocnienia" - powiedział dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.
Wskazał, że spółki ze Starego Kontynentu są wciąż wyraźnie niższe niż te notowane w USA.
"Europa, dzięki faktycznemu wdrażaniu prowzrostowych działań fiskalnych - zwłaszcza w Niemczech - wspólnemu finansowaniu inwestycji długiem, relatywnie niskim stopom procentowym, stabilnemu konsumentowi i zdrowemu sektorowi bankowemu, może być w 2026 roku traktowana jako niemal równorzędny konkurent dla USA, Japonii i rynków wschodzących w walce o kapitał inwestorów" - powiedział.
Jego zdaniem, w 2026 roku inwestorzy największe nadzieje wiążą z uruchomieniem niemieckiej "bazuki fiskalnej" oraz dalszymi inwestycjami europejskimi w zieloną transformację i zbrojenia.
"Na razie jednak więcej sygnałów napływających z Niemiec budzi niepokój i rozczarowanie niż optymizm" - powiedział. (PAP Biznes)
pr/ ana/